Planując podróż, szczególnie tę zagraniczną, warto pamiętać o kwestii żywieniowej, tak często pomijanej w całym etapie organizowania wyjazdu. Sama, gdy już mam bilet na samolot i miejsce do spania, macham na resztę ręką mówiąc, że jedzenie „się ogarnie”. Owszem, wszystko da się jakoś „ogarnąć”, jednak czasem warto zaplanować więcej, żeby potem płakać mniej. Albo i wcale. Zarówno nad zasobem portfela, jak i nad… stanem naszych żołądków. Oto garść rad jak i gdzie jeść, żeby przeżyć podróż bez wyraźnych uszczerbków na zdrowiu i koncie.

flagi narodowe z potraw

Source: Uploaded by user via AtopTimeZone on Pinterest

 

Jeśli wyjeżdżamy tylko na kilka dni, warto w pewne rzeczy zaopatrzyć się w Polsce. Polecam konserwy, które przetrwają wszystko, a mogą okazać się prawdziwym wybawieniem. Jeśli wiecie, że będziecie mieli dostęp do wrzątku, kuchni i naczyń, warto spakować ze sobą kilka zupek chińskich, tudzież innych „zalewajek”, trochę słodyczy, kilka torebek herbaty i kawy instant. Jest to wersja hiperoszczędna, która z pewnością pozwoli przeżyć nie umierając z głodu, ale bez wielkich rewelacji. W razie dłuższych podróży zagranicznych, warto znaleźć tamtejsze odpowiedniki znanego w Polsce dyskontu spożywczego i uzupełniać zaopatrzenie w miarę jego zużywania, wzbogacając go o lokalne produkty w rozsądnych cenach.

 

Gdy nasz budżet przekracza minimum egzystencji, możemy pozwolić sobie na trochę więcej (szaleństwo!). Jeśli nie macie parcia na poznawanie lokalnej kuchni, lub boicie się efektu jaki może mieć ona na wasze układy trawienne, dobrym pomysłem jest stołowanie się w dobrze znanych nam fast foodach-sieciówkach. Owszem, nie jest to szczyt marzeń, jednak mamy pewność, że znajdziemy tam jedzenie, które jakoś tolerujemy i znamy. Plus, ze patrząc na menu w obcym języku, nie będziemy się zastanawiać nad tym, co to właściwie jest. Egzotyki żadnej, ale gdy jedzenie nie znaczy dla nas więcej niż po prostu sposób na zaspokojenie głodu, można i przetrwać podróż właśnie na takim wikcie. Oby nie za długo.

Są jednak ludzie, dla których kulinaria to często główny powód organizowania podróży w to, a nie inne miejsce. Jeśli i ty należysz do tej grupy, a nie dysponujesz środkami z wygranej na loterii, i dla ciebie jest ratunek. Pierwsza zasada: szukaj restauracji w bocznych uliczkach, nigdy przy głównym deptaku. Ceny w często uczęszczanych lokalizacjach są zazwyczaj zawyżone, zupełnie niewspółmierne z jakością potraw. Czasem wystarczy odejść 500 metrów od ścisłego centrum, by wpaść na uroczą knajpkę z przystępnymi cenami, miłą atmosferą i pysznym jedzeniem. Dobra rada: zwróć uwagę na gości restauracji. Jeśli wśród klientów znajdują się mieszkańcy miasta (lub mówią w tym samym języku), to dobry znak!

 Jak widać dla chcącego nic trudnego i każdy może zorganizować sobie podróż w rozsądnej cenie i na rozsądnych warunkach, nie przymierając z głodu. Nic tylko pakować się i ruszać w drogę!